O robieniu w chuja, ojcu i sklepiku…

Skoro już mam tego bloga, to nie będę powstrzymywał swojego popędu literackiego, więc…

Najpierw pierwsza część tematu – robienie w chuja. Przedwczoraj jeden z przyjaciół (tych prawdziwych, nielicznych i w ogóle :) ) wkurzył się na mnie gdyż mieliśmy umówić się na wieczorną próbę. Wszystko było ok., póki kolejny z friendsów nie nawalił. Ja – żeby nie było między nimi waśni – powiedziałem że nie gramy, bo „coś tam coś tam”. I oczywiście, wszystko wyszło chujowo… Przypomniała mi się w tedy sentencja, którą usłyszałem ostatnio od mamy, mianowicie: „przyjaciel wszystkich nie ma przyjaciół”.
Coś w tym jest…
Co do ojca zaś, ostatnio pisałem mu, że karnety na treningi podrożały do 8 zł. (sic!) za wejście i czy coś by mnie nie wspomógł. On zaś… Dał mi plecak. Tu z kolei przypomniał mi się Monty Python.
Sklepik – na stronie mej, niebawem będzie działał sklepik, jednak co w nim będzie, po co i dlaczego – to dowiecie się niebawem.
Dobrej nocy!

Brak komentarzy.

Dołącz do dyskusji

Treść