Zawaliłem z plenerem. Wstałem po 3, ubrałem się, położyłem jeszcze na moment i… zasnąłem. Ech.
Koncert – bilety po 35 zł, w dzień koncertu 45. Jak na Myslovitz – trochę przesadzili, no ale ok.
Najpierw zagrali Indios Bravos i szczerze mówiąc, obrzydzili mi chodzenie na koncerty. Technicznie może i było ok., ale ogólnie to trzeba było być dzielnym, by wytrzymać ich cały występ (moim zdaniem, niektórym się podobało). Najgorsze zaś były ich teksty. Głównie były to kilku wersowe zlepki myśli, brzmiących, jakby tworzono je na godzinę przed występem.
Za to Myslovitz – coś pięknego! Artur śpiewa z całkiem inną manierą niż wcześniej (chociaż pod koniec momentami brzmiał tak, jak kiedyś). Nie wiem, czy to lepiej czy gorzej, w każdym razie inaczej:). Aranżacja piosenek – genialna. Wszystkie hity zespołu w nowych, koncertowych wersjach. Pozytywnie zaskoczyła mnie nowa zwrotka do Peggy Brown, która nadała sens całej piosence. Jedynym minusem było to, że nie zagrali żadnego nowego kawałka.
Ciekawie wyglądało, jak za grupą zbombionych nastolatek przekrzykujących wokalistę, samotnie pogował jeden starszy pan, taki młody duchem
. Zresztą ogólnie – dziewczyny, jak to dziewczyny – z wyczuciem rytmu i dosyć tanecznie, chłopaki zaś… typowe pogo, czyli: w górę, w górę i jeszcze raz w górę (pomiędzy „w górę” robili też „w dół”, jednak nie było to zależne od nich).
Co zaś do mojej ukochanej – kocham Cię niezaprzeczalnie!
Jeszcze fragment rozmowy, mającej miejsce przed koncertem:
ja: Paweł, uczysz się coś do matury?
Paweł: Po co? Uczyć się będziemy na tydzień przed maturą.
ja: To właśnie teraz, wiesz?
Paweł: …
ja: Paweł, uczysz się coś do matury?
Paweł: Po co? Uczyć się będziemy na tydzień przed maturą.
ja: To właśnie teraz, wiesz?
Paweł: …
Puenta? Życie jest piękne i niepowtarzalne, a matura co roku:D.
Dobrej nocy życzę!