Czwartek! A jutro piątek. A w sobotę… pierwszy, dziewiczy grill w tym roku:D.
Dosyć hardcore’owe jest dla mnie słowo „punkt”, a dokładniej – jego odmiana przez przypadki.
Śmieję się do świata, a świat do mnie – a to wszystko dzięki Agacie.
Dzisiaj na polskim, wyrecytowałem Janioła (mego autorstwa) – nie to, że oczekiwałem egzaltacji, ale… no klaso! Zawiedliście mnie.
Z piosenek, które wyjątkowo szczerzyły się w tym uśmiechniętym świecie, polecam:
Puscifer – PusDrunk With Power (Version 2) oraz The Coasters – Down In Mexico.
Na filmy wybitnie nie mam czasu, jednak spodobało mi się parę rzeczy w „Ruchomym zamku Hauru” (tak, dopiero ostatnio to obejrzałem…), a mianowicie: postać stracha (strach wymiata!), pomysł z zamkiem Hauru oraz wielkie żarówki (w scenie w zamku króla).
Jeszcze kawał, tak dla smaku:
Idzie zajączek przez las i zobaczył maleńką dziurkę w ziemi. Podchodzi i woła:
- Uuuuuuhuuuuu!
Coś mu odpisnęło „uuuuuhuuuuu” i wyskoczyła myszka.
Zajączek idzie dalej i zobaczył większą dziurkę, podchodzi i woła:
- Uuuuuuhuuuuu!
Coś mu odpowiedziało „uuuuhuuuu” i wyskoczył króliczek.
Zajączek idzie dalej i zobaczył jeszcze większą dziurę, podchodzi i woła:
- Uuuuuuhuuuuu!
Coś mu odpowiedziało „uuuuhuuuu” i wyskoczył lis, więc zajączek dał nogę.
Idzie dalej a tam jeszcze większa dziura, podchodzi i woła:
- Uuuuuuhuuuuu!
Coś mu odpowiedziało „uuuuuuhuuuu” i wyskoczył niedźwiedź.
Zajączek idzie dalej i widzi ogromną dziurę w ziemi. Podchodzi i woła:
- Uuuuuuhuuuuu!
Coś mu odpowiedziało „uuuuuuuhuuuuuuuu” i przejechał go pociąg.
gwóóóóóóóóóóóóóóźdźźźźź!
ding ding
dobrze jest mistrzu