Drugi post tego samego dnia, czyli fragment rozmowy z prezesem Astrum.

Od dawna nie dodawałem dwóch notek tego samego dnia, ale dzisiaj po prostu muszę to zrobić.

Niejaki pan Lech Tkaczyk jest prezesem wydawnictwa Astrum, toteż wysłałem do niego jedno z opowiadań, które to podpisałem imieniem i nazwiskiem. Kiedy pan prezes dowiedział się, po co mu to wysłałem (nie żeby sam na to wpadł, spytał mnie mailem) – odpisał:

„witam proszę ze mnie nie żartować, ja nie jestem redaktorem od ocen, by się wczytać w tekst, trzeba poświęcić mu czas, a czas, to pieniądze, stąd oceny są płatne. 300 zł od tekstu, no i listy się podpisuje”. Tak! Żeby ktoś z wydawnictwa, o którym nawet prawie nikt nie słyszał spojrzał na nasz tekst, trzeba mu wyłożyć pod mordę 300 zł. Na moją odpowiedź:

„A zdania zaczyna z wielkiej litery. A na końcu daje kropkę. A list był podpisany”, odpowiedział również: „grafomanów takich jak ty rozszyfrowujemy szybko, stąd olewanie takich tekstów, co łatwo w sieci będąc anonimowym pyszczyć jak niedouczony matoł? można by cię hakersko w parę minut znaleźć na IP,ale nie chce mi się, może przyjedź do nas do firmy, popatrz mi w oczy i przeczytaj te swoje wypociny, wcześniej wpłacając 300 zł (bla bla bla, bla bla bla)”.

Następnie otrzymałem wiadomość, w której pan Lechu w 74 wierszach tekstu prawdopodobnie hackersko odkrył moje IP… Ostatnia wiadomość z przed kilku minut brzmiała: „matołku obielecki nie pisz opowiadań, bo to bzdety,”. No cóż… są ludzie i kabany.

Na koniec zagadka. Dlaczego pan Lechu jest taki zakompleksiony i próbuje poznać przyjaciela?

Odpowiedź: nie wiem.

Oczywiście, nie twierdzę że owe opowiadanie było jakieś genialne czy coś, jednak ktoś kto zgrywa prezesa (a nawet jest jako takowy zapisany na stronie wydawnictwa), powinien posiadać chociaż podstawy kultury. A może ja się po prostu czepiam?

7 komentarze

  1. dune pisze:

    Dobrze, że nie kazał Ci płacić za czytanie i pisanie przez niego maili! Przecież czas to pieniądz! ;)

  2. Paweł pisze:

    Zwykle nie zabieram głosu w takich sprawach, ale muszę przyznać, że Lech Tkaczyk z wydawnictwa astrum zachował się nie jak prezes dobrego wydawnictwa, ale jak osioł. Jaki by ten zgłoszony tekst nie był, kultura osobista i dialog międzyludzki winny stać na jakimś poziomie. "hakerskie znajdowanie", nieprzyzwoity ton, poziom sięgający bruku, szkodzi nie tylko Panu Tkaczykowi, ale i całemu wydawnictwu astrum – no bo jak to tak posiadać prezesa, którego wypowiedzi i poziomu nie można porównać do niczego więcej jak "gównosłowia"?
    Do tego zniechęcać do pisania młodą osobę, która dopiero co się kształtuje – to dopiero zakrawa na szczyt chamstwa i arogancji.
    Młodym twórcom pomagać należy, trzeba ich wspierać, a nie dusić od razu po tym jak ledwo wyjdą z mroku.
    Tfu…splunąłem obficie i bezczelnie pod adresem prezesa.

  3. Borysionek pisze:

    Poruszyło mnie to, co zawarłeś w tej notatce. Parę miesięcy temu byłam w dość podobnej (znieważonej) sytuacji i wyrażam głębokie wsparcie dla Ciebie i Twojej twórczości.
    Wydaje mi się, że pan z wydawnictwa zapragnął kogoś zgnebić wykorzystując swoją niesłuszną wyższość, jako, że jest niby prezesem, ach.
    Stanowisko jakie obejmuje chyba mija się jakąkolwiek pasją toteż stwerdzam, że pan się nie nadaje i gówno tam zdziała w tej swojej ASTRZE (nawet odmiana nazwy jest beznadziejna!)
    Oby nikt Cię tam zbytnio nie szantażował, bo to dyskomfort psychiczny – a po co panu IP było? A fuuuuuuuuuu!
    3m się Aleksandrze!

  4. IP pisze:

    Daj sobie spokój z wydawnictwem, którego "prezes" jest na tak niskim poziomie intelektualnym i kulturalnym. Nawet szkoda Twojego czasu na dyskusję z tym panem. Twój czas to Twoje pieniądze :) Pozdrawiam

  5. Agata pisze:

    Cóż, jestem głęboko zniesmaczona zachowaniem i tekstami (!) pana prezesa. Czy człowiek sprawujący tak wysoką funkcję nie powinien wykazać się inteligencją i kulturą?
    Szok…

  6. Adam Nowak pisze:

    Ja także nie zabieram głosu w wolnych dyskusjach w sieci, gdzie każdy mmoże napisać co mu ślina na język przyniesie i jest bezkarny. Ale nie do końca o czym poniżej.Jestem prawnikiem i nie mam czasu na zabawy w sieci. Ale tak się złożyło, że szukając książki "Jak zostać prawnikiem" skontaktowałem się z Wydawnictwem Astrum. Na ich stronach księgarni internetowej jest około 800 tytułów książkowych i multimediów. A sam Lech Tkaczyk – autor- ponad stu książek, z którym miałem przyjemność rozmawiać nie wykazał żadnych cech na które powołuje się autor blogu.
    Stąd moje pytanie:
    Czy ktoś z Was " forowicze" sprawdził co wypisuje Pan Bielecki o Lechu Tkaczyku? Zweryfikował sprawę u źródła?
    Już samo użycie zwrotu " niejaki"," kabany" itp. przez blogowicza powinno Wam dać do myślenia. Zadziwiony jestem też zwrotem " mało znane wydawnictwo". Wystarczy wpisać w dowolną wyszukiwarkę nazwę firmy czy nazwisko Lech Tkaczyk. Otrzymacie setki tysięcy dokumentów.Więc jak? Mało znane? Toż to w rankingu wydawnictwo z pierwszej 30 wydawnictw w Polsce.
    Nie bronię faceta, ale każde wydawnictwo to firma, zajmująca się opracowywaniem tekstów do wydania.Zatrudnia i płaci redaktorom za pracę. Dlaczego ma oceniać teksty Pana Bieleckiego za darmo?
    A jeśli jego teksty,to naprawdę grafomania? Może szkoda czasu redaktorów?
    Na stronach wielu wydawców jest wyraźnie napisane, że prac autorów nieznanych nie wydaje się ani nie ocenia. Patrz -Świat Książki. itd.
    Rzeczowa ocena prac może, a nawet powinna być płatna.
    Wiem,że nie da się pohamować grafomańskich zapędów setek tysięcy blogowiczów, Czy też leczenia ich urażonych ambicji.
    Ale pisać o tym trzeba jasno i uczciwie.
    Ze spraw prawnych natomiast, jeśli korespondencja między blogowiczem a firmą należy do prywatnych, tak jest w wypadku pana Bieleckiego, nie ma prawa jej cytować publicznie. Chociaż tyle powinien wiedzieć, może go to kosztować dużą sumę na cele charytatywne,bo takie wyroki często feruje sąd.
    Skontaktuję się w tej sprawie z Wydawnictwem i chętnie zostanę obrońcą Pana Tkaczyka.

  7. Aleksander Bielecki pisze:

    W odpowiedzi na komentarz Pana Adama:

    Po pierwsze – jak coś opisuję, to mam na to dowody, jednak skoro nie można zamieszczać całej korespondencji – nie będę wrzucał na stronę screenów poczty, w której ktoś leczy swoje kompleksy moim kosztem.

    Po drugie – jest tu tylko szczery szkic rozmowy (moje niekulturalne odpowiedzi też tu dałem – chociaż powinno się takich unikać, czasami niespecjalnie zniżamy się do poziomu rozmówcy).

    Po trzecie – strona ta jest po części blogiem, więc w ramach wolności słowa, mogę opisywać zjawiska które uważam za chamskie i prostackie.

    Po czwarte – gdzie tu zakładam, że jestem anonimowy?? Skoro trafia Pan na stronę aleksanderb.eu, a na górze wyraźnie stoi: Aleksander Bielecki – strona oficjalna… (bla bla bla), to niby co – nazywam się Pete Yorn a Aleksander B. to mój pseudonim? Otóż nie!

    Po piąte – jeżeli wspomniany pan wydał 1/8 oferty swojego wydawnictwa, to mamy w końcu polskiego Stephena Kinga! To już jest powód do dumy.

    Po szóste – to, że wspomniane już wydawnictwo jest firmą niszową, to jest nie tylko moje zdanie a fakt goły i wesoły.

    Po siódme – z tego, co słyszałem, chamskie traktowanie przez p. T. w stosunku początkujących autorów jest na porządku dziennym.

Dołącz do dyskusji

Treść