Argumenty przeciwko szaleństwu przebijają się z cichym świstem. *

W przeciwieństwie do marcowego zająca, uważam że panie z Orlenu są miłe – no ale w sumie nie miałem dzisiaj do czynienia z ową blondwłosą (nie)wiastą. Niniejszym ogłaszam, iż każdy chętny/a do zagrania w naszej (jeszcze nie zdefiniowaliśmy „nas”) pierwszej filmowo–pastiszowej produkcji, jest mile widziany/a.

[uwaga! – poniższy fragment nie dotyczy mej persony, ani persony ojca mego!]
Niektórzy ojcowie nie powinni być ojcami, a gdy mają takie pragnienie, powinni strzelić sobie czerwonym łomem w łeb, ewentualnie drugi raz, trzeci, czwarty… W końcu – albo by im to wyleciało ze łbów, albo by było kilku smerdolonych drani mniej. Liczba mnoga w tym fragmencie, tak dla niepoznaki.

Na koniec – przygoda z dzisiejszej wizyty u wuja mego:
amb: dlaczego ten drążek [do podciągania] jest niedokręcony?
wujo: bo nie mam żabki, żeby go dobrze dokręcić.
amb: nie trzeba żabki, zobacz [szastu-prastu, dokręcanie przy użyciu ręki] – widzisz? Trzyma się!
[raz], [dwa], […]
Przy trzecim podciągnięciu tak łebłem (cytując Mateusza) łbem o podłogę, że mnie jeszcze chwilami pobolewa. Ech…




* – Niestety nie jest to myśl mego autorstwa, tylko Stephena Kinga.

2 komentarze

  1. Anonim pisze:

    Jest to drugi twój tekst jaki czytam (losowy tekst) i uważam że świetnie piszesz. Oby tak dalej a będzie dobrze.

  2. amb pisze:

    Dziękuję bardzo – staram się. ;-)

Dołącz do dyskusji

Treść