Owocna próba, średnio udany dzień i zimba. Czyli zima.

Próba dzisiejsza drugiego zespołu – chociaż w dwuosobowym składzie – była najlepszą i najbardziej owocną, ze wszystkich prób. Nawet niespodziewanie dobre słowo usłyszeliśmy, od osób, od których tego nie oczekiwaliśmy:). Pewne rzeczy jednak się nie zmieniają – można zmienić instrument (nie mówię o sobie), można zmienić nazwę i kanciapę, ale jak ktoś kiedyś ciął w tego, no… w kartofla, to ciąć będzie dalej. Uf! Cały dzień czekałem, by to z siebie wyrzucić.

A dzień taki nie za ciekawy dzisiaj. Jakoś się gdzieś sens istnienia zagubił, na co nie pomogła nawet trzecia część Epoki Lodowcowej (swoją drogą, godną polecenia będącą). Idę czytać Bastion. Albo pograć na gitarze, póki jeszcze coś pamiętam.

Brak komentarzy.

Dołącz do dyskusji

Treść