Było to wczoraj. Razem z Kamilem zaszliśmy na moment do urzędu pracy*. Ponieważ po drodze jadłem sernik – Kamil jakoś nie dał się skusić na kawałek tego przepysznego ciasta – prawą rękę miałem upapraną. Nie przejmowałem się jednak, ponieważ w takiej instytucji jak złotoryjski urząd pracy, z pewnością znajduje się łazienka. Są one przecież w każdym urzędzie (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Rozpoczęliśmy poszukiwania.
- Ja myślę, że ona będzie gdzieś na dole – powiedział Kamil. Popatrzyłem na niego jak na wariata. Każdy przecież wie, że łazienki znajdują się raczej u góry. Wchodzimy więc po schodach, patrzymy w lewo, patrzymy w prawo… W końcu wybieram pierwsze z brzegu drzwi i pukam.
- Przepraszam, mają tu państwo może toaletę?
- Gdzieś na dole proszę poszukać.
- Dziękuję i do widzenia.
- Do widzenia.
Schodzimy na dół. Dodam jednak, że nie był to dół całkowity – czyli piętro ujemne, jak przewidywał Kamil – tylko parter. Idziemy korytarzem i nagle naszym oczom ukazuje się toaleta. Mówię:
- To poczekaj chwilę, tylko umyję ręce.
Wchodzę…
… i zaraz wychodzę.
W łazience nie ma kranu.
Niebyły to taki problem gdyby nie fakt, że wchodząc do niej musiałem pociągnąć za klamkę, żeby sobie otworzyć drzwi. A nie trzeba wcale mieć bujnej wyobraźni, aby sobie wyimaginować, że skoro nie umyłem rąk, to nie zrobili tego też i inni petenci toalety. Skoro każdy z nich dotykał później klamki…
- Stary ja się zaraz porzygam – powiedziałem albo pomyślałem, bo teraz to już nie pamiętam.
Podeszliśmy do pani, która zawsze służy wszystkim cenną rada i zapytałem:
- Przepraszam, czy jest gdzieś u państwa toaleta z kranem?
- Tam na końcu korytarza.
- No… ale taka z kranem – myślę jak to przekazać najprościej – chciałbym ręce umyć.
- To skoro tam nie ma, to nie ma. Bezrobotni ukradli kran i nikt nowego nie założył.
- To dziękuję.
Mieli tam na szczęście kilka różnych, ciekawych ulotek, z których skorzystałem w celu wytarcia rąk, ale tych wszystkich bakterii z klamki to pozbyłem się dopiero u Kamila w domu. Doszedłem jeszcze do wniosku, że jaka łazienka, taki urząd.
Na koniec trzy słowa i dwa wykrzykniki do wszystkich tych, którzy połakomili się na kran:
ZAPOMNIELIŚCIE O KALORYFERZE!!
___________
* – jeżeli ktoś myśli nad założeniem własnej działalności, to powinien chyba w takim miejscu zamieszkać. Tak byłoby najprościej.
Przecież obok jest toaleta publiczna. Dosłownie 20 metrów od Urzędu Pracy ; P
to zapłać 2 zł a głupie umycie rąk ;]
Ciekawe po co komu kran?? I to w dodatku używany?? ;D
No właśnie
A był metalowy, czy z plastiku?
Tego to nie wiem, bo go nie było