Wzruszyłem się wczoraj na przedostatnim odcinku II sezonu Californication. Ech. No bo tak to w sumie jest – jak już jest jedna rzecz dobrze to się druga spieprzy. Tym samym potwierdziło się to, co ostatnio napisałem na stronie filmowe recenzje – Californication to najlepszy serial, jaki do tej pory miałem okazję obejrzeć.
Gdyby nie to, że jeden sezon kosztuje około stu złotych (właściwie to w Polsce wyszedł do tej pory wydano tylko pierwszy), to bym nawet rzucił się do sklepu i kupił wszystkie. Kiedyś kupię.
Dzieje się wiele na świecie i w kraju, ale nie! Trzeba się przejmować gównami i zamiast pisać o rzeczach istotnych, to robione są z igły widły, a z dupy wianki. Inaczej nie można nazwać afery o kampanii piwa Lech, której mottem było: „Zimy Lech”. Jak kiedyś napisał o tym na blogu Kacper: „Nie jestem fanem tego browaru, ani podmiotów, które ów sponsoruje, lecz mimo wszystko uważam całą dyskusję za bezcelową”. Teraz jeszcze dolano przysłowiowej oliwy do ognia i zamiast zimnego, pojawił się bilbord: „Ożyj i zwyciężaj”. Po prostu czarna rozpacz…